Moto Ludzie #1 – Piotr Polaszek, fotograf z wyboru

Piotrek to postać znana szczególnie w Trójmieście. Jego fotografie znajdują się na sporej ilości fanpegów organizatorów zlotów na północy Polski. Piotrek to też ważna część naszej Amcarowej rodziny. Prócz masy zdjęć, które dla nas wykonuje, nie dawno zajął się montażem filmów. Nie ma się co dziwić, że na początek serii to właśnie Piotrek opowie wam o swojej pracy lub też hobby.

Piotrze, znany jesteś z fotografii motoryzacyjnej, szczególnie na wszelakich wydarzeniach różnych klubów w Trójmieście. Czy to wyszło tak samo z siebie, czy chciałeś właśnie fotografować auta?

Myślę, że to kwestia przypadku, bo wcześniej robiłem zdjęcia dosłownie wszystkiego. Kiedy zdałem prawo jazdy i zacząłem jeździć swoim samochodem, zainteresowałem się wydarzeniami w okolicy i okazało się, że zdjęcia samochodów po prostu najbardziej mi odpowiadają, czuję się w tym dobrze i mogę cały czas rozwijać swój warsztat.

No dobra, ale fotografia motoryzacyjna to chyba nie najlepiej płatna bajka? Czy zupełnie nie postrzegać tego w ten sposób?

W tej chwili nie patrzę na to w ten sposób. Zdjęcia samochodów na zlotach to przede wszystkim zajawka, dobrze spędzany czas i nowe znajomości. Gdybym zaangażował się w robienie zdjęć na 100%, podejrzewam, że dałoby się z tego utrzymać, ale na ten moment staram się utrzymać balans między nauką a spełnianiem się jako fotograf.

Czyli należy uznać, że to bardziej hobby niż praca?

I tak i nie. Powiedziałbym, że na przestrzeni lat moje hobby zaczęło być trochę pracą, ale zupełnie tego tak nie odczuwam.

Fantastycznie. W końcu chyba po części chodzi wszystkim o to, by robić, to co lubią i choć po części móc się z tego utrzymać. Jednak jeśli chodzi o motoryzację to nie tylko fotografia. Sam jesteś maniakiem. W końcu twoje daily to auto dość niezwykłe, ciekawe i wyjątkowe, choć nieamerykańskie to opowiedz coś o nim.

Teraz to zadałeś pytanie hahaha. Zacznijmy od tego, że na początku, kiedy stałem przed wyborem pierwszego samochodu, to bardzo go nie chciałem, ale z czasem przekonałem się do niego. Na początku chciałem utrzymać go w seryjnej konfiguracji z racji, że jest to limitowana wersja Fiata Seicento na 50-lecie produkcji starego Fiata 600. Dlatego też na tylnej klapie ma napis 600, a sam samochód miętowym kolorem nawiązuje do włoskich sześćsetek z lat 60. Z biegiem lat samochód zaczął powoli się nudzić, a do głowy wpadały pomysły na modyfikacje. W końcu odwiedzając wszystkie wydarzenia, poznając ludzi i patrząc, jak przerabiają samochody, ciężko nic nie zrobić ze swoim. Finalnie mogę Cię pochwalić 600-tką 50th, z oryginalnym pakietem Abartha, który udało się skompletować, odnowić i polakierować w kolor nadwozia. Założone są również oryginalne dość rzadko spotykane felgi z linii akcesoryjnej Abartha. Przy okazji upływu lat i konieczności wymiany części staram się wymieniać je na lepsze, niż oferowała fabryka. Autko ma sportowe zawieszenie, dużo niższe i twardsze. W zeszłym roku udało się skompletować również resztę wyposażenia, bez którego normalny człowiek nie wyobraża sobie jakiegokolwiek samochodu a mowa tu o wspomaganiu kierownicy i klimatyzacji. Tak! Ma klimatyzację hahaha. Do pełni szczęścia zbudowałem cały zestaw audio, bo seryjne dwa małe głośniczki bardziej przypominały słuchanie muzyki z radia w kuchni niż w samochodzie. Z racji wieku i warunków drogowych zimą poprzedni układ wydechowy rozpadł się i został zastąpiony dobrą nierdzewką z większą końcówką, która pasuje do zderzaka Abartha. No i kończąc, w zeszłym miesiącu założyłem (również pomalowany w kolor nadwozia) bagażnik dachowy, ponieważ z tyłu to można powiedzieć, że jest tylny schowek, a nie bagażnik. Na ten moment są już zaplanowane remonty i blacharskie i lakiernicze, bo autko tego bardzo potrzebuje, a na przyszłe sezony dalsze modyfikacje.

Dokładnie tak jest, kiedy zapytasz fana motoryzacji o jego auto. Pełen akapit i można by zupełnie drugi wywiad o tym robić. Jak już o konkretnych autach mowa. Wiemy, że zajmujesz się też robieniem prywatnych sesji zdjęciowych samochodów. Powiedz, jaka była twoja ulubiona, najciekawsza czy najbardziej zwariowana sesja.

Jedna sesja cały czas przychodzi mi na myśl, kiedy ktoś pyta o najciekawszą sesję, jaką miałem. Trzy samochody, każdy z innej parafii, ale każdy na swój sposób wyjątkowy. Ford Raptor, Porsche Panamera i Chevrolet Camaro w specjalnej wersji w kolaboracji z Hot Wheels. Sesja trwała cały dzień. Robiliśmy zdjęcia w kilku miejscach, w ruchu, wszystkie trzy razem, osobno. Wszystkie możliwe konfiguracje, jakie mogliśmy wymyślić.

Możemy coś z tych zdjęć pokazać, czy nie bardzo?

Raczej nie, te zdjęcia nie ujrzały światła dziennego.

No dobra, wiem co i jak więc nie namawiam i rozumiem. Zresztą naszą rozmowę cały czas przeplatają Twoje foty te, którymi lubisz się chwalić. A czy masz jakieś marzenie związane z fotografią? Jakieś auto do uwiecznienia? Czy impreza do odwiedzenia?

Ooo tak, jest kilka rzeczy, które mi się marzą. Po ostatnim dniu spędzonym w Como we Włoszech na pewno do listy marzeń zaliczam media pass na FuoriConcorso (może kiedyś osiągnę taki poziom). Generalnie marzy mi się jeszcze kilka wyjazdów na takie wydarzenia jak XS Carnight czy jedno z wydarzeń F.A.T. International. Kolejną rzeczą na liście jest na pewno sesja mojego dreamcara Ferrari F40 z pakietem LibertyWalk. Żeby była w 100% taka jak chcę, musi się odbyć na Daikoku w Tokio. I takie naj największe marzenie, które pewnie zrealizuje za 15 lat to otwarcie własnego studia, w którym zmieściłbym kilka samochodów, mógłbym tworzyć własne scenerie, własne oświetlenie itp. itd.

Grunt to mieć marzenia, grunt to robić to co się kocha. Piotr Polaszek to wschodząca gwiazda naszej motoryzacyjnej scenerii motofotografii. Jak wspominałem, wszystkie zdjęcia przewijające sie przez wywiad to zdjęcia Piotrka. Jeśli i wy chcecie by Piotr sfotografował wasze auto odzywajcie sie do niego przez jego SM:

https://www.facebook.com/piotrekpolaszek

https://www.instagram.com/piotrek_66

https://piotrekpolaszek.myportfolio.com