Poznań Motor, ale czy Show?

Stworzenie portalu skłoniło nas, by po latach przerwy wybrać się na Poznań Motor Show. Choć w początkowej wersji szukaliśmy fotografa, który przeprowadziłby dla nas fotorelację, to dobrze się stało, że pojawiliśmy się tam osobiście. Dzięki Monice i jej nowej bestii wybraliśmy się w szybką podróż do Poznania. Targi odwiedziliśmy jako odwiedzający z biletami, a nie akredytowani dziennikarze, dzięki czemu nie musimy słodzić, a możemy przekazać nasz punkt widzenia.

Nowości i prezentacje

Na stronie internetowej wydarzenia możemy przeczytać o 16 pokazach i prezentacjach największych nowości na pokazach. Wśród wymienionych marek można znaleźć te 2, które nas najbardziej zainteresowały, czyli Dogde i Ram. Problem polega na tym, iż Dodge i Ram Trucks nie miały swoich oficjalnych stanowisk na tym wydarzeniu. Auta opisane jako najnowsze to prawdopodobnie te ze stanowiska AW Forged, czyli firmy zajmującej się sprzedażą i serwisem aut różnych marek. Nowością ze stajni Dodge był prawdopodobnie Charger drugiej generacji, czyli auto, które ostatnią restylizację przeszło w 2018 roku. Przedstawicielem Ram Trucks był za to TRX, czyli auto z 2020 roku, choć podobno był tam Final Edition. Największą nowością na stanowisku sprzedawcy był wiec Viper w Wersji Time Attack. Auto było do kupienia w październiku 2023 roku od jednego z importerów. Cena wynosiła 690 000 PLN a przebieg 34523 km. Viper jest z 2014 roku, ale wersja mocno limitowana wiec w Polsce egzotyczna.

Pasy, taśmy i ścianki

Coś, co od razu uderza w oczy to wszechobecne odgradzanie się. Każde stoisko było osłonięte od tyłu ściankami reklamowymi a od przodu i boków taśmami. Tak specjalnie by nie można było podejść do aut bez obsługi, zgody i kontroli właściciela. Może i po części jest to zrozumiałe, gigantyczna ilość ludzi, dzieci, brudne ręce i natłok, ale czy nie chodzi o to, żeby te auta zaprezentować i pokazać tak bez ograniczeń? I tu BANG, wygrywa TESLA. Po wejściu do pawilonu numer 5 to ich stoisko zajęło najważniejsze miejsce na środku hali tuż przed sceną i … nie było otaśmowane. Stoisko było całkowicie otwarte i dostępne dla wszystkich. Ludzie bez ograniczeń mogli podchodzić, wsiadać do przodu i tyłu, robić zdjęcia i bawić się systemami auta. To prawdopodobnie dlatego też to stoisko było najbardziej oblegane.

Producenci wszystkiego, tylko nie aut

Pawilon numer 5 był światem producentów aut. Oczywiście kilka Europejskich marek się pokazało, po raz kolejny jednak pojawiły się marki Chińskie. Kilka marek nie miało oficjalnych przedstawicielstw, a byli reprezentowani przez Dealerów. W pawilonie numer 6 określanym jako Luxury i Supercars można było oglądać Brabusy, Porsche, Lamborghini czy Ferrari. Jednak wśród tych marek luksusowych jedynie McLaren i Aston Martin miały swoich oficjalnych Dealerów. Reszta aut na tej i innych halach była od firm zajmujących się oklejaniem aut, zabezpieczaniem folią, montowaniem radarów, odstraszaczy kun, producentów bagażników i wszechobecnego tuningu. Problem w prezentacji aut od takich firm jest taki, że nie macie żadnej możliwości ich dotknięcia lub zobaczenia z bliska. Auta stoją i po prostu są. Stoją jako reklama, możemy je zobaczyć tak jak na zdjęciach. Osobna i inna bajka to tak zwana hala wystawców zagranicznych, Chińczycy przejęli wszystko, nie było tam nic innego, i to tyle.

Stunt Wars Poland

Wśród wszelakich stoisk, stref, sklepów i innych było jedno miejsce, które przyciągało wszystkich na dłużej. I mowa tu nie o 30 minutach, ale o godzinie czy dwóch. Tak, sami osobiście spędziliśmy 2 godziny w strefie Driftu. Plac pośrodku MTP został wydzielony, by ludziom pokazać motoryzację od swojej najbardziej zwariowanej i najbardziej doświadczalnej strony. Mnóstwo dymu, smród palonych opon, latające kawałki gumy i jeżdżący jak wariaci kierowcy. To miejsce przyciągnęło najwięcej ludzi i zatrzymało na najdłuższy czas. Co mam rzec… i mnie tym razem urzekły pokazy driftu w wykonaniu właścicieli aut z Niemiec i Azji.

Wciągnął mnie stunt i pokaz jazdy na motocyklu. To, co się tam działo przechodzi ludzkie pojęcie zarówno pod względem umiejętności jak i pomysłowości kierowców. W sumie nie ma się co dziwić, skoro występowały tam takie osoby jak Patryk Detmer, Tomasz Błaszkowski, Hubert Eitner, Wojciech Bohusiewicz. Motocykle opanowała zaś ekipa Stunt Wars Poland, czyli Sławomirk Kożykowski, Rafał Pasierbek, Dawid Marach, Maciej Bielicki.

Celebryci motoryzacyjni

Wydarzenie było również nagłaśniane jako event, podczas którego będzie można spotkać swoich idoli. Swoje stanowisko miała Karolina Pilarczyk, gdzie prezentowała swój różowy driftowóz. Całkiem niedaleko stał Opel Omega oraz Mustang, których właścicielem był Kickster Znafca. Na jednym ze stoisk można było zrobić sobie fotkę z Pawłem Misztą.

Jednak największa strefa należała oczywiście do TVN Turbo. Na kanapie zasiadły chyba wszystkie gwiazdy tej jedynej motoryzacyjnej stacji w Polsce. Patryk Mikiciuk, Dawid Anders, Adam Kornacki, Przemek Szafrański czy Adam Klimek przechadzali się w strefie TVN, dawali autografy, pozwalali na zdjęcia i oczywiście prowadzili wykłady. Tu również zainteresowanie było nie małe, choć raczej chwilowe.

Coś lepszego?

Jakie wnioski można wyciągnąć z tak zorganizowanej imprezy? Na pewno dwa. Pierwszy to taki, że prezentacje nowych aut i prototypów w wielkich halach wypełnionych ludźmi już się skończyły. Chyba że to Polska jest tak bardzo motoryzacyjnie omijana. Drugi, już to widzieliśmy, dosłownie. Wszystkie auta, a nawet i lepsze można spotkać na przeróżnych motoryzacyjnych imprezach w Polsce. Na większości tych spotkań można porozmawiać z właścicielami aut, czyli osobami, które się na nich znają najlepiej i które wychodzą z założenia, że samochody są do jeżdżenia, a nie patrzenia.

Strefa driftu udowodniła za to, że 30-letnie latające bokiem BMW jest ciekawsze niż stojące za taśmą i nieosiągalne dla nas Lamborghini. Każdy lubi popatrzeć na auto luksusowe czy supercary, może to jednak zrobić z domu. Co innego dostać kawałkiem gumy, zniknąć w otchłani dymu czy usłyszeć na żywo charakterystyczne łututututu.

Poznań Motor Show może jest miejscem, które integruje, które pozwala na nowe kontakty biznesowe, na wymianę doświadczeń przedsiębiorców w branży moto. Czy jednak jest miejscem dla nas? Dla zwykłych zjadaczy chleba i ludzi, którzy lubią tę motoryzację poczuć? Tylko częściowo.

Jeśli interesuje nas tylko jakaś część motoryzacji, to jest wiele wydarzeń czy miejsc w Polsce gdzie możemy je zaspokoić. Rajdy, zloty, spoty, muzea czy akcje charytatywne potrafią zaspokoić nas bardziej, często za darmo. Jednak trzeba by odwiedzić kilka miejsc w Polsce a tu mamy wszystko w jednym terminie w jednym miejscu.

Po więcej zdjęć zapraszamy do fotorelacji.