Prawo drogowe – nie przyznanie się do winy

Prawo drogowe w Polsce to paranoja.

Już kiedyś wspominałem o tym że mam sąsiada fana Amerykańców. Na co dzień jeździł 300C ale niedawno zamienił na 300M. Ma też salonkę w postaci Chevroleta Express.. to właśnie salonką ponad rok temu miał kolizję, auto wyjechało z podporządkowanej nie patrząc że Chevrolet jedzie główną.

Prowadzący auto nie przyznał się do winy, nie chciał załatwić sprawy polubownie następnie nie zgodził się z decyzja policji i odmówił przyjęcia mandatu. Dzięki temu zablokował sprawę na lat kilka. Conajmniej dwa znając inne takie sprawy 🤷

Ciekawi was czemu o tym piszę? Bo coraz częściej zdarzają się sytuacje w których kierowcy odmawiają przyjęcia mandatu i nie zgadzają się z decyzją policji. Dzięki temu blokują możliwość naprawy auta na jego koszt. Dzis przeczytałem o sprawie Borkosia, ponad 2 lata sprawy sądowej na temat tego że kobieta wyjeżdżając z miejsca parkingowego wymusiła pierwszeństwo i doprowadziła do wypadku ratownika.

Co właściwie daje udawania że nie my jesteśmy winni? Brak zwyżki OC? Brak punktów (sąd ich chyba nie nakłada). Liczenie na to że druga strona ma coś za uszami? Nie wiem, naprawdę.

Ktoś miał podobną sytuacje? Kogoś auto stało uziemione przez opieszałość polskich sądów?