Czerwony Dodge Viper R/T czyli V10 8.0 litra z 1993 roku zdobył serca i widownie tegorocznych zlotów, spotów i rozpoczęć sezonu. Auto, które trafiło do Gdańska z salonu samochodowego w USA to jedno z niewielu takich sztuk w Polsce. Składają się na to 3 rzeczy: kolor, bezwypadkowość oraz generacja, czyli pierwsza, ta najlepsza, najsłynniejsza i najbardziej kozacka.
Viper to auto inne niż wszystkie, bo rozwiązania tu zastosowane są albo rzadko, albo nigdy niespotykane. Z tych ciekawszych można wspomnieć o braku klamek zewnętrznych, braku szyb chowających się w drzwi, boczne wydechy do pieczenia łydek, 3 filtry oleju, przycisk zwalniania kluczyka w stacyjce i coś, o czym wszyscy wiedza, czyli brak jakichkolwiek „wspomagaczy” jazdy. Tak to wszystko zamontowano w jednym aucie.

Nie bez ceregieli Viper jest nazywany The Widow Maker (na Polskie „Twórca wdów”?). Sam się o tym przekonałem, obchodząc się z gazem jak z jajkiem można było stanąć w poprzek drogi, na przykład dlatego, że zjechałeś z ronda, zmieniłeś bieg z 2 na 3 i …. dałeś za dużo gazu.
Mnie Viper urzekł jednak swoim podstawowym gigantycznym plusem, nie dość, że byłem w stanie do niego wsiąść to jeszcze go poprowadzić. Jeśli ma się 2 metry wzrostu, to wybór w autach sportowych jest raczej drobny. Kto widział moje próby wsiadania za kółko Corvett, ten wie jak było to komiczne i nierealne. Żmija ma natomiast tak wiele miejsca i jest zbudowana w taki sposób, że prowadzenie auta nie tyle było realne, co niesamowicie wygodne. Długa podłoga, długie siedzenie i ustawieniem pedałów wręcz jak zbudowane na miarę. Oczywiście coś, co dla mnie było plusem dla kogoś musiało być minusem i to się tyczy osób niskich, bo realne było, że ta nie dosięgnie gdzie trzeba.

Sporo osób widząc Vipera pytało o jego moc, ta wynosiła 400 KM, więc nic nadzwyczajnego aktualnie, skąd więc to poruszenie, ta miłość czy wręcz fanatyzm do tego auta? Pamiętajmy, że historia Vipera ma już 32 lata, to prawie tyle, co Basia. 400 koni w latach 90 to było coś nadzwyczajnego, do tego auto z USA w manualu! Maska otwierana w „drugą” stronę, silnik gigant, przez co maska to połowa auta, tylko 2 miejsca, zdejmowany dach i to przełożenie. Mustangi są podobno ciężkie do opanowania, w takim razie Viper jest aspołeczny i nieludzki.

Jednak wszystko to, co sprawia, że auto jest dziwne, nieprzyjazne i trudne sprawia też, że to auto jest wyjątkowe i uwielbiane. Dwie ostatnie rzeczy to guma turbo i cena. Żmija była hitem gum Turbo, zaś cena auta może nie jest horrendalna (około 250-300k PLN) to wszystkie koszta związane z nim już tak. Opony kilkanaście tysięcy, lampy około 15-30k, wymiana oleju jak w 4 autach, to tylko kilka przykładów, reszta? Nierealna, nie do dostania, nieprodukowana to najczęstsze zwroty przy tym aucie. Nikt nie dorabia, nikt nie wytwarza, nikt nie produkuje pewnych części wiec o Vipera trzeba dbać, dbać jak o wymierający i niespotykany gatunek żmii, który już się może nie trafić na naszej planecie. Wszystko jednak co piękne ma swój koniec, Vipera w Trójmieście już nie spotkacie, odjechał w stronę Mazowsza. Liczymy na to, że nowy właściciel zintegruje się z Mazowieckie AmCar’y i będziemy mogli go oglądać na drogach, bo to jego naturalne środowisko, nie hala, a asfalt. Szymon i Karolina, dziękujemy za rozjaśnienie każdego zlotu tą perełką. Za to że przybliżyliście tą gałąź motoryzacji nie tylko nam ale wszystkim uczestnikom zlotów aut amerykańskich czy klasycznych w Trójmieście i okolicach.





















